Droga do domu
Myślałem, że wyprzedaż garażowa to tylko w filmach, a jednak nie...
Klombik.
A to jest urządzenie do zraszania chodnika (i przechodniów na nim). Na szczęście działają
tylko w nocy.
Typowy amerykański dom :-) Ciekawe czy w garażu stoją kolejne.
Wycieczka do Seattle
Z mostu na Jeziorze Waszyngtona widać Olympic Mountains (Góry
Olimpijskie?). To mniej więcej tam, gdzie jest jedyny na północnej
półkuli las deszczowy.
Space Needle.
I dziwny-budynek-Poula-Allana pod nią.
Z góry Space Needle jest naprawdę ładny widok na Seattle i okolice.
W tle Mount Rainer.
Taki dziwny facet w sukience machał kolorowymi chustami. Wyglądał
naprawdę dziwnie. Dalej był chór (chyba gejów, w związku
w Pride Week), a obok gość który tłumaczył
piosenki na język migowy. Wydało nam się to dość
zabawne, ale to pewnie przez to, że wszyscy byliśmy (i jesteśmy, hehe) z
Europy...
Myślałem, że socrealizm to wschodnioeuropejska specjalność.
A to taka atrakcja turystyczna -- zadaszony ciąg stoisk z
różnym jedzeniem. Pod spodem jest jeszcze jeden rząd
normalniejszy sklepów. Między innymi jeden z bolesławicką
ceramiką (Polish Pottery miał napisane, a w środku
zupełnie oryginalne badziewie z Bolesławca).
Ta ulotka to taki żart, bo tu wszędzie wiszą ostrzeżenia, że
jak się zaparkuje to cię wywiozą.
Bo jak wiadomo wszędzie indziej można handlować :-) Swoją drogą kawałek przed
tym miejscem rzeczywiście byli goście którzy wyglądali na dealerów.
Ze zrozumiałych względów nie zrobiłem im jednak zdjęcia...
Takie różne dziwne wieżowce.
Okazuje się, że to 5-7 godzin samochodem. A Przystanek Alaska
kręcili jakieś dwie godziny na wschód od Seattle... I nie,
to nie była Alaska.
A potem postanowiliśmy przejechać się Kaczką.
W Kaczce był szalony kapitan. Strzelał do przechodniów
pistoletem na wodę. Hm... powiedział, że co dzieje
się na Kaczce zostaje na Kaczce. Chyba narażam się na
wodny atak.
Widok z Lake Union (z Kaczki).
A tu byłą rafineria, spaliła się, nie opłacało się jej odbudować,
kupiło ją miasto i chciało tam wybudować mieszkania, ale okazało się,
że gleba jest zbyt zatruta więc zrobili tam park.
A ci goście odcięli kawałek swojej łodzi.
A na jeziorze mieszkają ludzie (pływające domy).
Adam.
Bjorn.
Wouter.
Ralf.
Na ulicach Seattle często można spotkać ludzi, którzy grają
na różnych instrumentach. Różnica w stosunku do tych, których
można spotkać pod przejściem świdnickim, to że ci w Seattle
potrafią grać. Jimi Handrix. Nirvana, Pearl Jam, Alice in Chains.
The Postal Service, a The Shins też niedaleko, w Portland.
Tylko jeden kwiatek i to taki nie do końca. W Redmond jest ich chyba więcej ;-)
Piękne Alfa Romeo.
Park nad jeziorem. Niestety oddzieliły nas od niego tory...